Najpierw pojawiło się L...
V...
E...
żeby razem stworzyć L-O-V-E...
Trochę miałam trudności z przełożeniem tego co w głowie na to co powstało. Wymyśliłam sobie że literki będą z tego samego alfabetu. Musiałam, więc znaleźć taki, który na różnych materiałach da mi różne rozmiary haftu pasujące do konkretnych ramek. Udało się po wielu próbach dopasować wzór (znowu;)) znaleziony u Teresy z bloga ONE OF A KIND. Literkę L trochę uprościłam bo serduszko ramki małe. Wykorzystałam białą Luganę 25ct, kanwę 16ct i 18ct i... jestem nieskromnie zadowolona z efektu końcowego...
A tak wygląda moja prywatna ściana miłości...
Sweet :)
***
Aga Jarzębinowa - to ja jej jeszcze nie osiągnęłam????? ;)
Do wszystkich z Was które zasugerowały że się ubrudzi czy zniszczy - moja owca jest eksploatowana cały czas na maksa. Wrzucana w torebkę, czy w kuchni na szafce jest ze mną wszędzie i nic jej nie jest. A jeśli któraś z Was tak bardzo się obawia ubrudzenia to przecież jest tyle kolorów kanw - kalendarz nie musi być biały :) Więc brać się za swoje kalendarze i ozdabiać - nie marudzić :P
Teresa Bejgrowicz - Twoja wzorcownia jest niezastąpiona, przekonasz się jeszcze nie raz ;)
piegucha - dzięki :) poprawione :)

